Logowanie / Rejestracja|
Wywiady

12.06.2008 | Marek Wilgos

Z racji mojego bardzo ciepłego stosunku do ich twórczości, w naszym kąciku wywiadowczym, tym razem proponuję rozmowę z basistą zespołu Michaelem Muellerem – jednym z założycieli Jaded Heart. Wywiad traktuje bardzo przekrojowo o starszej i najnowszej historii zespołu, ostatniej studyjnej płycie i kilku innych luźnych tematach. Bardziej szczegółowo o bandzie możecie poczytać na stronie internetowej http://www.myspace.com/thebandjadedheart, gdzie wysłuchacie również kilku utworów z ich ostatnich dwóch albumów.    
 
Marek Wilgos: Zanim przejdziemy do spraw najnowszych porozmawiajmy chwilę na temat przeszłości. Powstaliście w 1990 roku. Wydaliście 9 albumów (8 studyjnych + 1 składak). Jak oceniłbyś przez pryzmat czasu rozwój Waszej kariery? Czy wszystko potoczyło się tak jakbyście sobie tego życzyli?

Michael Mueller: W większości tak. Oczywiście musieliśmy znaleźć właściwy kierunek i mieliśmy parę zmian składu w przeszłości, które nie były łatwe dla zespołu. Ale w sumie świetnie się bawiliśmy i wciąż jesteśmy w stanie nagrywać płyty. Wiele innych kapel rozpadło się po nagraniu swojej 3-ej płyty, a my wciąż istniejemy.

Kilkanaście lat temu do życia budził się grunge. Wtedy klasyczny metal i hard rock były raczej w odwrocie. Nie baliście się, że możecie podzielić los wielu innych kapel z tamtego okresu i dzięki fali tej muzyki zniknąć z rynku?

Nie. Zawsze robiliśmy muzykę, którą lubiliśmy a w tym czasie nie był to grunge. Oczywiście były wtedy świetne zespoły takie jak Stone Temple Pilots czy Alice In Chains. Ale nie było dla nas tematu zmiany kierunku muzycznego.

Skąd nazwa zespołu? Były jakieś inne opcje?

W rzeczywistości to był mój pomysł. Mieliśmy parę innych opcji, ale nie pamiętam żadnej z nich. Przypuszczam, że byłem wtedy wielkim fanem Dokken, hahaha (utwór „Jaded Heart” pochodzi z płyty Dokken pt. „Under Lock and Key” z 1985 roku - autor).

Jesteś w kapeli od samego początku. Czemu zaczęliście wspólnie grać? Co was inspirowało?

Zacząłem grać na gitarze, kiedy usłyszałem „Love Gun” Kiss. Zostałem bezpośrednio trafiony. Następnie zacząłem słuchać Iron Maiden i Priest. Stało się dla mnie oczywistym, że muszę grać w rockowym bandzie. Właściwie to moim pierwszym nagraniem był „Hellraiser” Sweet. Miałem wtedy około 10 lat…

A co w takim razie obecnie was inspiruje? Czego słuchacie na co dzień, co ma na was wpływ?

W większości hard rock i metal. Ale są również świetne popowe piosenki, których słucham. Jeśli chodzi o rocka, kocham Kings’X, Pantera, Kiss, Killswitch Engage, Korn, Whitesnake, Mötley Crue i tego typu rzeczy.

Jak długo graliście próby i jammowaliście zanim znaleźliście wydawcę dla swojego pierwszego albumu? Macie z tamtego młodzieńczego okresu jakieś niepublikowane utwory?

Szukaliśmy kontraktu płytowego przez dwa lata albo coś koło tego i wtedy skontaktowaliśmy się z ludźmi z Long Island Records. Prawdopodobnie są gdzieś jeszcze nasze stare nagrania, ale przypuszczalnie nie są one warte by ich słuchać.

To, co może zaciekawić waszych fanów to szczegóły dotyczące rozstania z jednym z założycieli zespołu wokalistą Michaelem Bormannem. Na swojej stronie internetowej Bormann raczej szorstko wypowiada się o tym fakcie. Mówi, że za jego plecami zatrzymaliście prawa autorskie do nazwy i logo zespołu. Wylaliście go z zespołu. Facet jest rozczarowany Waszą postawą. Dużo mówi o zawiedzionej przyjaźni. Przedstawisz Wasze stanowisko w tej kwestii. Dlaczego odszedł/został wylany?

Hmm, to jego historia. Czy naprawdę uważasz, że wylalibyśmy takiego świetnego wokalistę jak on? Tak za nic? Nie opowiadaliśmy w prasie żadnych świństw przez ostatnie 4 lata i wciąż nie zamierzamy tego robić. Jest to smutne, że on wciąż wypomina te gówno w prasie. My go nie zwolniliśmy. Było po prostu niemożliwym pracować z takim z pewnych powodów.

Na ostatnich albumach odeszliście od klasycznego stylu pisania nazwy i wprowadziliście logo. Czym podytkowana jest ta zmiana? Konflikt z Bormannem?

Nie, to po prostu znak, że idziemy w mocniejszym kierunku. Stare logo wciąż istnieje. Pamiętasz album „IV”? Pisownia nazwy zespołu była wtedy inna. Obecnie jest inny projekt. To wszystko.

W jaki sposób dokonaliście wyboru nowego wokalisty tj. Johana Wahlberga? Casting? Znajomości?

Nasz przyjaciel Michael Rosengren (były klawiszowiec Token) powiedział Johanowi, że szukamy nowego wokalisty. Johan skrobnął do nas e-mail i przesłał kilka plików ze swoimi wokalami. Następnie spotkaliśmy się w Niemczech na próbę weekendową. Z miejsca nas rozsadził.

Dwóch z was to Szwedzi, reszta Niemcy. Nie macie problemów z graniem prób, wspólnymi ćwiczeniami, spotykaniem się?

Podróżowanie po Europie jest dosyć tanie, a lot do Szwecji trwa tylko około 4 godzin. Więc nie ma problemu. Mamy spotkania prawie co każde 4 tygodnie.

W składzie macie członków kilku innych kapel (The Sygnet, Mad Max,  Scudiero, White Lion). Współpracujecie z tymi kapelami, a może gracie w jeszcze innych?

Grałem w The Sygnet, ale było to w 1998 roku. Zespół już nie istnieje. O ile wiem, to Scudiero jest projektem studyjnym. Jeśli jest problem z kalendarzem White Lion (klawiszowiec Henning Wanner udziela się w tym zespole - autor) mamy przyjaciela, który pomaga nam na klawiszach. Obecnie jestem zaangażowany w szwedzki projekt nazwany „Constancia”. Jest to zespół mojego kolegi Michaela Rosengrena ze Sztokholmu. Jest to bardziej progresywny materiał.

OK. Pogadajmy teraz o waszym ostatnim albumie. Został wydany w zeszłym roku, ale przyznaję, że do dziś go nie słyszałem. Załóżmy, że wasi fani też go nie słyszeli. Przedstaw w paru słowach, jaka muzyka się na nim znalazła, czego możemy oczekiwać, gdzie nagrywaliście, itp. No i przede wszystkim, czy jesteście z niego zadowoleni jako twórcy po paru miesiącach od premiery?

Uwielbiam ten album. To korzenie Jaded Heart w metalowym wydaniu. Wspaniałe melodie, głośne gitary i świetne wokale. Jestem wciąż bardzo usatysfakcjonowany z tej płyty. Nagrywaliśmy bas i bębny w Niemczech a gitary i wokale w Szwecji. Pracowaliśmy wspólnie z Michaelem Vossem (Mad Max), Chrisem Lausmann (ex-Bonfire) i Fredrikem Folkare (Unleashed).

Dlaczego oni i jak udało wam się namówić ich do współpracy?

Vossi i Chris są naszymi starymi kumplami a Dennisa znamy z tras z Pink Cream 69. Chcieliśmy mieć najlepszych ludzi na naszym albumie więc po prostu zadzwoniliśmy do nich czy byliby zainteresowani popracować z nami.

Jeden z Waszych albumów („IV”) nagraliście w NWex Studio w Denver (Colorado), a produkcją zajął się Bobby Barth (Axe, Blackfoot). Dlaczego zdecydowaliście się nagrywać w Stanach?
Podbój tego rynku? A może chęć jakichś zmian w stylistyce?


Był to pomysł naszej starej wytwórni MTM. Byli w kontakcie z Bobbym. Chcieli wielkiej produkcji albumu, jako że brzmienie naszych trzech pierwszych albumów nie było dobre. Brzmiały jak demo. Produkcja „IV” była naszą pierwszą profesjonalną sesją nagraniową.

Mimo rotacji na stanowisku producenta, moim zdaniem wszystkie was albumy charakteryzują się podobną produkcją i głębokim przestrzennym brzmieniem. Ciekawy jestem z czego to wynika?Doszliście do perfekcji w tym co chcecie osiągać podczas nagrywania? Jasno postawione cele? Zasługa producenta? Studio? Warsztatu muzyków?

Hmm, myślę, że jest tak ponieważ dobrze wiemy jak chcemy brzmieć. Mamy za sobą lata doświadczeń w nagrywaniu albumów i wiemy jak nasze instrumenty powinny brzmieć. Inna sprawa, że pracujemy ze świetnymi ludźmi takimi jak Chris Lausmann czy Vossi.

Gdzieś na necie widziałem teledysk do utworu „Hero”, słyszałem również jakieś sample. Gracie trochę ciężej czy mi się wydaje?

O tak. Kochamy grać heavy! Gra Petera Oestrosa na gitarze pchnęła nas w kierunku bardziej metalowym niż w przeszłości.

Nawiązując do mojego wrażenia, że album jest trochę mocniejszy, agresywniejszy, można zauważyć, że wcześniejsze płyty były bardziej w stylu AOR czy hard rock a obecnie to melodic heavy metal (czy jak to nazwać). Świadomie obrany kierunek?

Tak, obecnie jako zespół jesteśmy w końcu w stanie grać bardziej w kierunku melodyjnego metalu. To jest to co, chcieliśmy zrobić w przeszłości.

Wasza muzyka nie ewoluuje byt agresywnie, na każdej płycie można znaleźć elementy rozpoznawalne dla Jaded Heart. Jaka jest Wasza recepta na utwór i album? Czy to kwestia konsekwencji w działaniu, podejścia do muzyki a może coś innego? Opowiedz parę słów o sposobie tworzenia utworów, kto przynosi pomysły, obrabia riffy, teksty, itp.

Zbieramy nasze pomysły w domach i przesyłamy je drogą elektroniczną w jedną i drugą stronę. Czasami kiedy ćwiczymy, ktoś przyjdzie z pomysłem i zaczynamy pod niego jammować. Większość riffów wychodzi od Petera a teksty od Johana. Pracujemy razem nad każdym utworem.

Dużo utworów odrzucacie z sesji nagraniowych, czy raczej nagrywacie tzw. skończoną ilość utworów z przeznaczeniem na dany album?

Tak, zawsze są jakieś utwory, które nie okazały się zbyt dobre. W większości przypadków przechowujemy tylko fragmenty tych utworów z myślą o przyszłych nagraniach.

Nagraliście świetne covery (Anastacia, N’sync). Macie jakieś inne?

Hehehe… będzie kolejny na następnym albumie…ale to wciąż sekret.

Do tej pory moim ulubionym albumem był „The Journey Will Never End”. Niezwykle świeży album z kilkoma zaskakującymi rozwiązaniami kompozytorskimi (np. rapowanie). Nie myśleliście iść w tym kierunku?


To było zabawne. Było to wówczas bardzo popularne. Mieliśmy także świetnego producenta, który pchnął album w trochę mocniejszym kierunku (Tommy Newton z Victory, producent m.in. „Keeper of the Seven Keys” Helloween).

A jak z perspektywy lat oceniasz wcześniejsze albumy?

Lubię „IV” i „The Journey Will Never End”. „Trust” ma swoje momenty ale również i utwory, których nie mogę już znieść hahaha… Wciąż kocham „Helluva Time” bo tam w końcu znaleźliśmy nasz właściwy kierunek.

Gdy pisałem recenzję „Helluva Time” z początku stawiałem ją niżej w hierarchii od pozostałych płyt. Obecnie znajduje się ona znacznie wyżej. Nie nudzi się a muzyka na niej zawarta jest bardzo hitowa i melodyjna. Takie było zamierzenie?

Tak, oczywiście. Dzięki za miłe słowa. Uważam, że Johan ma bardzo potężny i meldodyjny wokal.

Sporo utworów w Waszej dyskografii traktuje o relacjach damsko-męskich. Myślisz, że to typ muzyki, który gracie kieruje utwory w tym kierunku czy lubicie tę tematykę i jest wam szczególnie bliska?

Nowe utwory nie są o klasycznych relacjach międzyludzkich. To był temat naszego starego wokalisty. Johan pisze bardziej o prawdziwym życiu i tym co się dzieje na świecie.

A jak wyglądają wskaźniki sprzedaży waszych albumów?
Przypuszczam, że w Polsce nie wygląda to najlepiej! Gdzie Wasza muzyka jest najlepiej odbierana?

Właściwie to nie wiem jak wiele sprzedajemy w Polsce. Chcielibyśmy przyjechać  tu wkrótce na trasę. Wiem, że w Niemczech, Anglii, Hiszpanii i Japonii idzie bardzo dobrze.

Nagrywacie dla Frontiers Records. W tej stajni są m.in. Royal Hunt, Glen Hughes, House Of Lords, Dokken, White Lion, Jorn, Primal Fear, Pink Cream 69 i wiele wiele innych. Jak układa się współpraca. Jesteście zadowoleni? Jakie działania promocyjne Wam proponują? Nie jesteście przez nich marginalizowani?

Świetna wytwórnia fonograficzna. Są naprawdę za klasycznymi rockowymi zespołami. Jesteśmy jedną wielką rodziną.

Na stronie www znalazłem zapis, ze Wolf Hoffman z Accept zagrał z Wami na płycie „Inside Out”. Mógłbyś przybliżyć jak doszło do tej współpracy i jaki był wkład Wolfa w ten album?

Zagrał główne solo w „Excuse!” Byliśmy bardzo dumni, że mieliśmy go na pokładzie w tym utworze. W tym okresie jego żona pracowała z naszym ex-wokalistą i dlatego też byliśmy z nim w kontakcie.

Czy oprócz Wolfa Hoffmana mieliście jakichś innych znanych gości w trakcie którejkolwiek z sesji nagraniowych?

Tommy Newton zagrał solo na naszym najlepszym albumie („Excuse”), Tommy Denander zagrał solo w „Shores of Paradise” z „Helluva Time”, Sascha Gerstner z Helloween zagrał solo w „My Eagers Red” z „Sinister Mind”, Alex Beyrodt z Silent Force zagrał kilka melodii na „Slaves and Masters”, Bob Harris (były członek zespołu Franka Zappy) i jego żona zaśpiewali parę chórków na „IV”, Bobby Barth zagrał któreś solo gitarowe na „IV”.

W 2005 roku graliście europejską trasę koncertową z Helloween. Oni do Polski zawitali. Wy nie! Dlaczego tak się stało?

Byliśmy jedynie zakontraktowani na hiszpańską część tej trasy. Może następnym razem.
 
Graliście wspólnie koncerty z wieloma świetnymi kapelami (Helloween, Gotthard, Heaven’s Gate, Axxis). Czy grywacie trasy jako headliner czy raczej jako support? Jak przedstawia się Wasza działalność koncertowa? Dużo jeździcie? Jeżeli tak, to może opowiesz jakąś zabawną albo straszną historię, która miała miejsce w trakcie trasy.

Odnośnie tras, to zagraliśmy kilka sztuk jako headliner z tytułu „Sinister Mind” w Niemczech i Włoszech i jako „współheadliner” z The Poodles w Hiszpanii i ponownie w Niemczech. Graliśmy także świetne sztuki jako support dla UFO w 2007 roku. To też był świetny okres. Bardzo wesoło było podczas trasy we Wloszech kilka tygodni temu. Kiedy wspinaliśmy się po dachu (tu słowo, którego za Chiny nie udało mi się rozszyfrować - autor) spuściliśmy nasze spodnie …hahahaha…. głupie ale zabawne!

Pewnie wiesz, że w Polsce nie jest łatwo zorganizować koncert. Promotorzy i kluby żądają ogromnych pieniędzy nie dając w zamian nic, promocja jest mizerna, fani nic nie wiedzą, a jeśli nawet to albo im się nie chce albo ceny biletów są diabelnie wysokie, podobnie zresztą jak płyt. Czy mimo takiego obrazu, jesteście gotowi odwiedzić nasz kraj i zaprezentować się na scenie?

Zrobilibyśmy to z przyjemnością. Potrzebujemy dobrego menedżera, który nas do was zabierze.

Nie macie w swojej dyskografii albumu DVD ani koncertówki. Najwyższy czas chyba podjąć takie wyzwanie, jak myślisz? Planujecie coś?

Tak, obecnie zbieramy videoclipy i materiał z naszych tras na nadchodzące DVD.

Co sądzisz o piractwie internetowym? Przyszłość plików mp3 i standardowych CD?

Hmmm, nie lubię piratów bo oni kradną zespołom pieniądze. Musimy żyć bez wpływów z płyt a wkładamy sporo serca i duszy w produkcję albumów. Z drugiej strony, płyty CD są bardzo drogie.

Czy utrzymujecie kontakty z muzykami, którzy od was odeszli? Np. z Michaelem Bormanem? Śledzisz jego karierę?

Nie, tylko z Barishem od czasu do czasu (Barish Kepic, gitarzysta JH w latach 1998-2006, obecnie PowerWorld - autor). Ale nie widujemy się za często, ponieważ on mieszka w zupełnie innej części Niemiec.

Czym zajmujecie się poza muzykowaniem? Da się wyżyć z bycia członkiem Jaded Heart?

Ciężko jest wyżyć z grania muzyki. Ja również pracuję dla firmy „Line6” i pomagam jej sprzedawać wzmacniacze gitarowe i basowe. Oprócz muzyki lubię spędzać czas z moimi dzieciakami i żoną.

Jakie masz nadzieje i oczekiwania w związku ze zbliżającymi się Mistrzostwami Europy w piłce nożnej? Kto wygra?

Niemcy oczywiście!! Hehehehe...
 
OK. Nie męczę więcej. Dzięki serdeczne za poświęcony czas. Zapraszamy do Polski,  nawet w charakterze turysty. Parę słów na zakończenie dla czytelników www.powermetal.pl

Zostańcie heavy i chodźcie na koncerty!!!! Odwiedzajcie naszą stronę internetową i zostawiajcie swoje komentarze. Naprawdę chcielibyśmy zagrać w Polsce, więc łapcie i nas rezerwujcie.
Zdrowia i dzięki za przeczytanie. Rock Hard!

Czytaj więcej

03.06.2009 | last axeman | Komentarze (0)
03.06.2009 | Kirk | Komentarze (0)
03.06.2009 | Bartek (BD) | Komentarze (0)








Melodia, która chodzi za Tobą
Melodia, która chodzi za Tobą
Melodia, która chodzi za Tobą
Melodia, która chodzi za Tobą
Melodia, która chodzi za Tobą
Melodia, która chodzi za Tobą
Melodia, która chodzi za Tobą
Melodia, która chodzi za Tobą
Melodia, która chodzi za Tobą
Melodia, która chodzi za Tobą