Marek Wilgos: Jesteś laureatem „Szansy na sukces”. Czy to wyróżnienie zmieniło w jakiś sposób rozwój Twojej kariery
i w ślad za tym poszły jakieś wymierne profity?
Marcin „Merot” Maliszewski: Trudno mówić tu o jakichkolwiek wymiernych profitach. Dawno temu postanowiłem, że jeśli chcę śpiewać i robić to dobrze, to w każdej sytuacji musi robić to wrażenie, nie ważne czy to impreza u kumpli, czy sala kongresowa. Słuchacz jest dla mnie najważniejszy i dlatego wkładam w to całego siebie. Szkoda, że to nie jest radiowy wywiad, bo bym coś zaśpiewał. Sam występ w szansie dał mi bardzo dużo i cieszę się, że tak się poukładało. Ale czy to daje jakieś wymierne profity…? Cały czas trzeba udowadniać, że coś się potrafi. Przecież non stop spotykam ludzi, którzy nic o mnie nie wiedzą.
Czy ćwiczysz swój głos? Czy masz wykształcenie kierunkowe w tym zakresie? Jak sprawa wygląda w przypadku pozostałych członków BH?
Muszę ćwiczyć i robię to codziennie, po kilka godzin. To jest tak, że cały czas trzeba myśleć i kombinować, nie ma się chwili w ciągu dnia, jeśli chce się zrozumieć, jak coś zaśpiewać, jaka technika jest najlepsza, jaka emocja tkwi w tym kawałku. Kupa pracy. Ale za to zajebistej. Sąsiedzi czasem mają inne zdanie.
Jakie są główne inspiracje zespołu? Twoje główne inspiracje jako wokalisty?
O rany Chrystusa… Temat rzeka. Zdziwiłbyś się, jeśli chodzi o niektóre. Ze świata metalu i rocka to na pewno Eric Adams (Manowar), Mercury, Axl Rose, Kiske. Kurcze… jest tylu fantastycznych wokalistów i wokalistek. Najbardziej cenię tych pełnych emocji i energii, nie umiem słuchać sztucznej inteligencji. Jako zespół staramy się robić to, co podpowiada nam serce. To banał tylko dla kogoś, kto tego nie doświadczył. Inspiracje są podświadome. Myślę, że Queensryche, King Diamond, Queen… oj dużo tego.
Wymień 5 ulubionych (najważniejszych) Twoich albumów i 5 wokalistów, z których czerpiesz wzorce lub najbardziej cenisz.
Eric Adams, za emocje, energię dramaturgię i technikę. Freddie Mercury za to samo. Michael Kiske, za piękną barwę i technikę. Halford za moc. Whitney Huston za pośladki. Pięć albumów: „The Eye” King Diamond, „Innuendo” Queen, „Operation Mindcrime” Queensryche. „Unbreakable” Scorpions, „Humanity” Scorpions, „Painkiller” Judas Priest.
Z kim chciałbyś wystąpić na jednej scenie?
Z Eric’em Adamsem w duecie najlepiej. I z panem Nowakiem, tego od czarnej listy. Chciałbym mieć wtedy w ręku jakiś rytualny sztylet.
Jak to się stało, że Ty i Bibas zostaliście zaproszeni do zagrania kilku nowych utworów Hetmana i udziału w koncercie „Hetman i goście”?
Hetman zadzwonił, zapytał, przyszliśmy, zagraliśmy.
Czy pójdą w ślad za tym jakieś dalsze kroki?
Zaśpiewałem cztery kawałki na najnowszej płycie Hetmana. Bibas nagrał kilka solówek. Płyta będzie na jesieni. Pojawiliśmy się jako goście.
Przybliż genezę Waszych pseudonimów, szczególnie tych Merot, Laertes, Darkiron? Przy okazji opowiedz o genezie zespołu.
Merot to słowiański bóg śmierci. Grający z nami wcześniej Laertes wziął pseudonim od postaci z Hamleta. Brata Ofelii. Darkiron… hehehe. To jest tajemnica. Bibas - do tej pory nie wiem. Nazwa `Black Horsemen` to oczywiście tytuł kawałka King Diamond z płyty „Abigaile”. King Diamond sporo namieszał nam w głowach, więc trzeba było złożyć ofiarę. Mmoże nie powinienem tak mówić bo nas pan Nowak na listę satanistów wpisze. A co tam!
W Waszej muzyce słyszę echa m.in. starego Iron Maiden, Manowar, Jag Panzer. Jak byś się odniósł do tego porównania?
Z porównaniami jest o tyle ciekawie, że zawsze słyszmy coś totalnie innego. „Gracie jak Manowar”, „Gracie jak Iron Maiden”, minie trochę czasu i może ktoś usłyszy „Gracie jak BH”. Kiedyś podeszła do mnie dziewczyna po koncercie, nie miałem wtedy makeup’u, i śpiewałem gościnnie z inną kapelą. „Bardzo fajnie śpiewasz” powiedziała, „ale gość z Black Horsemen jest o wiele lepszy”.
Na Waszej stronie internetowej zamieszczona jest informacja o zaniechaniu kolportażu płyty „In The Beatyful Night Of Winter”. Jakie są tego powody? Czy utwory z tamtego okresu znajdą się na przygotowywanym wydawnictwie?
Raczej nie. Ta płyta to jakieś mocne początki. Zostawmy początki początkom. Spójrzmy w przyszłość, jak mawia jedna z partii.
Z trzech utworów, które opublikowaliście na stronie WWW moim faworytem jest „Cold As Ice”. Kawałek w stylu lat osiemdziesiątych. Czy lubicie ten okres z punktu widzenia jego wkładu w rozwój muzyki hard & heavy?
Muzyka lat osiemdziesiątych, szczególnie rockowa, to czasy, które powinny wrócić w jednym z wymiarów. Tam były emocje, energia, magia. Teraz w rocku jest za dużo inteligencji, płytkich emocji, gówna. Mam wrażenie, że coś się stanie. Dobrego.
Wasz najlepszy koncert (taki, który zapadł Ci najbardziej w pamięć) no i oczywiście ten najgorszy.
Najlepszy to na pewno Remont. Wypchany ludźmi remont przez 25 minut krzyczący naszą nazwę, bo organizatorzy nie zgodzili się na bis. Ludzie wyszli z klubu na znak protestu. Dziękuję tym ludziom za to. Za takie coś, chce się grać. Było parę gorszych koncertów, na jednym krwawiła mi głowa, ogólnie zawsze jest ciekawie.
Skąd pomysł na sceniczny image?
To wynika ze mnie, z mojego sposobu myślenia. Z mojej duszy. Indianie, malują twarze, gdy jest wojna lub święto, lub by białe twarze obsrały spodnie ze strachu. Podoba mi się ta idea. To czysta energia. Nie szukajmy głębokich wyjaśnień. Zwierzę jest
w każdym z nas.
Po pobieżnej analizie Twoich tekstów można wyróżnić dwa główne nurty liryczne: pochwała męstwa, waleczności, stawiania czoła przeciwnościom i wrogom (np. Manowar) oraz mroczne nastrojowe historie z niedopowiedzianą horroropodobną puentą (np. King Diamond). Czy mógłbyś się do tego odnieść, ewentualnie skorygować.
Wiesz, teksty są dla mnie dodatkiem do muzyki. Najważniejsze są emocje. Uwielbiam walczyć z przeciwnościami losu i czasem chciałbym tę siłę do walki komuś przekazać. Jeśli chodzi o teksty fabularyzowane to lubię horrory, lubię opowieści.
W jaki sposób piszesz? Co Tobą kieruje? Nastrój chwili, książka, film?
Zdecydowanie nastrój chwili. Energia jest najważniejsza. Energia powstaje w jednej chwili. Ommmm.
Jakich twórców - literatów z kręgu muzyki czy pisarstwa uważasz za najbardziej kreatywnych, najciekawszych, najlepszych?
Na pewno zespół Manowar i King Diamond. Trzymają poziom. Pisarstwo: Stephen King, Clive Barker, Sapkowski, Ziemkiewicz, Uznański, Grzędowicz.
Jak Twoim zadaniem wygląda scena metalowa w Warszawie i Polsce? Czy są jakieś ciekawe zespoły warte zainteresowania ze strony fanów i wytwórni?
Jasne że tak. Na przykład Black Horsemen. Fajna Kapela.
Dlaczego heavy metal nie może w Polsce trafić pod strzechy i wciąż jest pomijany przez stacje radiowe i telewizyjne (no chyba, że kogoś ukrzyżują)?
Może za mało tego krzyżowania? Mam na myśli, że zespoły grające tego typu muzę, powinny trochę umieć namieszać. Zobaczymy, czy nam się to uda. Wielki duch jest z nami.
Czym jest dla Ciebie/Was muzyka? Przyjemnością, hobby, sposobem na życie, pracą?
Wszystkim.
Dlaczego heavy metal?
Dlaczego kobiety? Dlaczego spaghetti? Dlaczego urodziłem się tutaj? Nie mam pojęcia. Ale jest zajebisty.
Czego ostatnio słuchasz?
Muzyki, w ogóle. Od jazzu, R&B, metalu, popu, wszystkiego. Tak już mam.
Jakie macie plany na najbliższą przyszłość? Koncerty, płyta?
Płyta, longplay na wiosnę. Potem koncerty. Będzie bardzo różnorodnie, z pompą. O to biega. Dość już „przepraszam za to, że gramy rocka”. Chcemy uderzyć. Mocno.
Czy poszukujecie wydawcy dla Swojej płyty? A może już macie podpisany kontrakt?
Na razie poszukujemy wydawcy. Chcemy nagrać bardzo dobry materiał, wtedy będziemy szukać. To będzie bardzo dobry materiał.
Kilka słów na zakończenie.
Idźcie za głosem serca. Nie dajcie się stłumić. Uwolnijcie się. Warto.